Wyobraź sobie, że państwo ściga cię przez ponad dwa lata, robi z ciebie złodzieja, a na koniec proponuje ci układ: „Dobra, daj nam 500 zł i zapominamy o sprawie”. Brzmi jak tani żart? W Sądzie Rejonowym w Brzegu to oficjalna procedura. Przedstawiamy dowody na to, jak prokuratura bez dowodów i sąd wydający wyroki zza biurka próbują złamać obywatela, ratując własną skórę.14 miesięcy szukania wiatru w poluZaczęło się od absurdalnego oskarżenia o przywłaszczenie współwłasnego auta. Śledztwo trafiło do Prokuratury Rejonowej w Prudniku. Tam śledczy maglowali temat przez 14 długich miesięcy. Zaglądali w każdy kąt i doszli do jedynego słusznego wniosku: brak dowodów. Sprawa przeciwko Waldemarowi S. została słusznie umorzona. I na tym sprawiedliwość powinna się zakończyć.Jednak wtedy do gry wkroczyła zdesperowana pseudo-pokrzywdzona, Maria L., która złożyła zażalenie. I tu dzieje się magia brzeskiego układu. Zabetonowany Sąd w Brzegu wywarł nacisk na prokuratora Przemysława Powirskiego z Prudnika. Efekt? Ten sam prokurator, który wcześniej nie widział podstaw do oskarżenia, nagle – nie mając absolutnie żadnych nowych, obiektywnych dowodów – staje na baczność i pisze akt oskarżenia.Prokurator bawi się w sędziego cywilnegoZanim sprawa w ogóle trafiła na wokandę, prokurator Powirski dokonał kolejnego bezprawnego cudu. Wkroczył w kompetencje sądu cywilnego i samowolnie zwolnił zastaw – czyli oddał sporne mienie (samochód) zawiadamiającej. Zrobił to, by maksymalnie dopiec oskarżonemu i ułatwić życie rzekomej ofierze, całkowicie depcząc zasady bezstronności.Wyrok w 3 tygodnie i „promocja” na sprawiedliwośćKiedy naciągany akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Brzegu (II Wydział Karny), machina ruszyła z niespotykaną prędkością. Sprawę zarejestrowano pod sygnaturą II K 137/26. W zaledwie trzy tygodnie Sędzia SSR Iwona Twardzik wydała wyrok nakazowy – bez przeprowadzania normalnej rozprawy i bez udziału stron. Dnia 1 czerwca 2026 roku Waldemar S. został uznany za winnego przestępstwa z art. 284 § 2 kk (przywłaszczenie powierzonego samochodu VW Passat na szkodę Marii Litwin). Sąd wspaniałomyślnie uznał to za „wypadek mniejszej wagi”.I tu dochodzimy do największego kabaretu. Jaka kara spotkała rzekomego złodzieja samochodu wartego 25 tysięcy złotych? Sąd wlepił mu grzywnę w wysokości 50 stawek dziennych po 10 złotych każda, czyli łącznie… 500 zł. Do tego dorzucono zwrot kosztów dla pełnomocnika oskarżycielki w kwocie 1260 zł oraz ułamek z tytułu wydatków sądowych wynoszący zaledwie 336 zł.Prawie 2,5 roku cyrku, 30 urzędników i jawna kpinaZastanówmy się nad tym przez chwilę. Od rzekomego czynu z 17 lutego 2024 roku minęło już prawie 2,5 roku. Przez ten czas w pogoń za jednym obywatelem zaangażowano potężną machinę państwową: dziesiątki policjantów, śledczych i sędziów. W sumie pewnie z 30 osób na państwowych posadach ścigało go, marnując czas, przepalając publiczne pieniądze i fabrykując po drodze dowody.Efekt? Minęło 2,5 roku i wracamy do punktu wyjścia. Nie ustalono w tej sprawie absolutnie niczego, poza listą przestępstw popełnionych przez samych funkcjonariuszy układu. Właściwa rozprawa sądowa dopiero się zaczyna, a państwo polskie za cały ten 30-miesięczny cyrk z udziałem całego aparatu przymusu wylicza koszty sądowe na marne 336 złotych. To nie jest proces karny – to jest jawna kpina.Strategia układu: „Zapłać i daj nam spokój”Dlaczego sąd wymierzył tak śmiesznie niską karę w rzekomo poważnej sprawie karnej? To klasyczna policyjno-prokuratorska zagrywka z cyklu „ukręcamy łeb sprawie”.Sędzia i prokurator doskonale wiedzą, że dowody w tej sprawie nie istnieją. Wydali więc wyrok w trybie nakazowym z minimalną karą finansową, licząc na psychologię. Mieli nadzieję, że oskarżony pomyśli: „To tylko 500 zł, zapłacę, żeby mieć święty spokój i nie ciągać się latami po sądach”.Gdyby obywatel pękł i zapłacił, układ w Brzegu ogłosiłby wielki sukces. Wyrok stałby się prawomocny, prokurator miałby statystykę, pseudo-pokrzywdzona miałaby satysfakcję, a policjanci fabrykujący notatki dostaliby alibi na swoje wcześniejsze, bezprawne działania.Nowa misja: obnażyć to moralne bagnoUkład jednak przeliczył się i to bardzo. Waldemar S. nie dał się kupić „wyrokiem z promocji” za 500 złotych. Do sądu wpłynął już oficjalny sprzeciw od wyroku nakazowego, co oznacza, że ten papierowy wyrok wylądował w koszu, a cała sprawa ostatecznie trafi na jawną rozprawę.Jak relacjonuje nam sam oskarżony, ta absurdalna nagonka przyniosła jeden nieoczekiwany skutek: zgłębianie kruczków prawnych i obnażanie patologii systemu stało się jego nową, realizowaną po godzinach pracy pasją. Waldemar S. postanowił udowodnić krok po kroku, z jak gigantycznym chaosem organizacyjnym i moralnym bagnem w polskim wymiarze sprawiedliwości mamy do czynienia. Zdemaskowanie urzędników bez krzty honoru, noszących togi i mundury dla własnych, prywatnych korzyści, stało się jego życiową misją.Teraz prokuratorzy i sędziowie będą musieli spojrzeć obywatelowi w oczy na sali sądowej i wytłumaczyć się ze swoich decyzji. Skończyło się chowanie za biurkiem. Monitor Praworządności będzie relacjonował ten proces krok po kroku.
