Autor: bajera125

  • uKŁAD OPOLSKO-BRZESKI ZGŁOSZONY DO PROKURATURY KRAJOWEJ! KULISY ZORGANIZOWANEJ GRUPY PRZESTĘPCZEJ W MUNDURACH I TOGACH

    Koniec z lokalnymi przepychankami i tuszowaniem spraw przez znajomych zza biurka. Miarka się przebrała. Opolsko-brzeski układ w organach ścigania najwyraźniej poczuł się na tyle bezkarny, że legalizowanie kłamstw i zatajanie dowodów stało się tam codziennością. Sprawa właśnie trafiła na najwyższy szczebel – do Prokuratury Krajowej i Ministerstwa Sprawiedliwości. Ujawniamy kulisy potężnego zawiadomienia o zorganizowanej grupie przestępczej (art. 258 k.k.).

    Aparat państwowy w regionie opolskim i brzeskim nosi wszelkie znamiona układu sprywatyzowanego na potrzeby lokalnych wendett. Gdy trzeba zniszczyć niewygodnego obywatela, organy ścigania i sądy działają w pełnym porozumieniu, fabrykując dowody i tuszując przestępstwa swoich współpracowników.

    Wobec całkowitej blokady na szczeblu lokalnym, pokrzywdzony Waldemar S. skierował bezpośrednio do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej w Warszawie obszerne zawiadomienie. Oto co kryje się w aktach sprawy, która może wysadzić w powietrze lokalny wymiar „sprawiedliwości”.

    1. Fabrykowanie dowodów przez policję

    Fundamentem oskarżeń są bezprawne działania funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji w Brzegu.

    • Aspirant Marta Krancik omijała procedury, zastępując oficjalne protokoły z przesłuchań własnymi, sfabrykowanymi notatkami urzędowymi pod z góry ustaloną tezę. Co gorsza, zignorowano twardy dowód w postaci nagrania audio, które demaskuje wywieranie presji i policyjne kłamstwa.
    • Aspirant Wojciech Kaczor dopuścił się z kolei bezprawnej konfiskaty mienia (samochodu) wprost z ulicy. Zignorował akty notarialne potwierdzające własność i wydał dowód rzeczowy osobie nieuprawnionej (Marii L.), z całkowitym pominięciem jakiejkolwiek decyzji prokuratora.

    2. Prokuratorski parasol ochronny i bezprawie

    Gdy patologia policji powinna zostać ukrócona przez prokuraturę, ta staje w jej obronie, przekraczając kolejne granice uprawnień:

    • Prokurator Przemysław Powirski (PR Prudnik) przez 14 miesięcy nie znalazł dowodów na winę oskarżonego, by nagle dokonać wolty i wydać bezprawne postanowienie o zwrocie głównego dowodu rzeczowego (samochodu) stronie oskarżającej (Marii L.). Prokurator wszedł w rolę sądu cywilnego, pozwalając na spieniężenie spornego majątku.
    • Prokurator A. Bucheld (PR Brzeg) instrumentalnie wypożyczał z sądu akta prywatnych spraw rodzinnych pokrzywdzonego, by szukać w nich jakichkolwiek „haków”, które posłużyły do wykreowania absurdalnych zarzutów o rzekomy podsłuch (sprawa aplikacji Pingo).
    • Prokuratura Okręgowa w Opolu zatuszowała niewygodne śledztwo (sygn. 4341-1.Ds.678.2024), upewniając się, że nikt nie poniesie odpowiedzialności.

    3. Ręczne sterowanie w Sądzie Rejonowym w Brzegu

    Sąd powinien być ostoją sprawiedliwości. W Brzegu stał się jednak, w ocenie zawiadamiającego, maszynką do przyklepywania policyjnych nadużyć.

    • Sędzia Monika Juzwiszyn, która w środowisku dorobiła się wymownego pseudonimu „długopis”, dopuściła się skrajnej stronniczości. Jej działania mają bezpośredni związek z prywatnymi relacjami z przeszłości z bratem pokrzywdzonego Waldemara S. To pozaprocesowe naciski miały wskrzeszać umarzane wcześniej śledztwa.
    • Sędzia Iwona Twardzik w zaledwie 3 tygodnie wydała wyrok skazujący „zza biurka”, całkowicie ignorując dowody niewinności i złamanie prawa przez policję.

    O skali „układu zamkniętego” najlepiej świadczy fakt, że aż 11 sędziów Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Brzegu oficjalnie wyłączyło się z orzekania w sprawach pokrzywdzonego, wprost przyznając się do zażyłych relacji z miejscowymi prokuratorami.

    Prokuratura Krajowa wkracza do gry

    Zawiadomienie wzywa Prokuratora Generalnego do natychmiastowego przejęcia nadzoru nad tymi sprawami i wyciągnięcia konsekwencji karnych z art. 258 k.k. (zorganizowana grupa przestępcza), art. 231 k.k. (niedopełnienie obowiązków) oraz art. 271 k.k. (fałszerstwo urzędnicze).

    Koniec z ukrywaniem dowodów i sądzeniem po znajomości. Czas na weryfikację tego „układu zamkniętego” na szczeblu krajowym.

    ⬇️ DOWODY W SPRAWIE: ZOBACZ PEŁNE ZAWIADOMIENIE ⬇️ W galerii poniżej udostępniamy pełną treść złożonego zawiadomienia wraz z potwierdzeniem jego nadania do Prokuratury Krajowej w Warszawie.

    Nota prawna: Materiał opublikowany na podstawie art. 1 i art. 6 Prawa prasowego, w interesie społecznym. Opiera się na oficjalnych dokumentach urzędowych i stanowi element dozwolonej krytyki działań organów publicznych.
  • KLUCZBORK KRYJE BRZESKI UKŁAD! PROKURATOR PĘKACKI ROZKŁADA PARASOL OCHRONNY NAD POLICYJNĄ PATOLOGIĄ

    Zamiast ścigać przestępców w mundurach, woli udawać, że nie widzi twardych dowodów. Zastępca Prokuratora Rejonowego w Kluczborku, Marcin Pękacki, właśnie wydał decyzję, która kompromituje wymiar sprawiedliwości. Zza biurka, bez sprawdzenia obiektywnych dowodów z nagrań, odmówił śledztwa w sprawie fałszowania policyjnych notatek i stosowania tortur psychicznych przez brzeskich funkcjonariuszy. Układ opolsko-brzeski znalazł sobie obrońcę w sąsiednim powiecie.

    Kiedy wydawało się, że patologia w opolskich organach ścigania sięgnęła dna, do akcji wkroczyła Prokuratura Rejonowa w Kluczborku (sygn. akt 4338-0.Ds.1077.2026). Zaskarżone przez Krzysztofa S. postanowienie prokuratora Marcina Pękackiego to dokument hańby, który legalizuje kłamstwo w dokumentach państwowych i bezprawne użycie siły.

    Legalizacja policyjnych kłamstw

    Prokurator Pękacki arbitralnie uznał, że fałszowanie przebiegu policyjnego rozpytania i wpisywanie do urzędowej notatki słów, które nigdy nie padły, „nie zawiera znamion czynu zabronionego”. Zignorował twardy dowód w postaci nagrania audio z 8 kwietnia 2024 roku, obnażającego działania asp. Krancik. Oparł się wyłącznie na słowach samych oskarżonych policjantów z Brzegu.

    To oznacza de facto, że według kluczborskiej prokuratury, funkcjonariusze mają pełne prawo łamać prawo (art. 174 k.p.k. i art. 271 § 1 k.k.) i wymyślać zeznania na potrzeby z góry ukartowanych spraw przeciwko Waldemarowi S.

    Zignorowane tortury i kajdanki na prywatnej posesji

    Decyzja o odmowie śledztwa obejmuje również brutalne zdarzenia z 17 grudnia 2025 roku na prywatnej posesji w K******h. Skucie kajdankami bezbronnych obywateli (********. i *******.), bezprawne pozbawienie ich wolności, groźby („będzie źle”, jeśli nie podpiszą dokumentów) i psychiczne znęcanie się nad rzekomo chorą osobą, prokurator zbył „brakiem dostatecznych danych”. Zrobił to bez dogłębnego przesłuchania pokrzywdzonych.

    Cel tych policyjnych działań był jeden: zablokowanie stawiennictwa pokrzywdzonych w Prokuraturze w Prudniku, która prowadziła niewygodne dla układu śledztwo.

    Prokuratura Krajowa wkracza do gry

    Prokurator Pękacki, odmawiając wszczęcia śledztwa i chroniąc zorganizowaną grupę przestępczą w mundurach, popełnił fatalny błąd. Zignorował fakt, że inna prokuratura (w Opolu) już wcześniej dostrzegła w tych samych działaniach twarde podstawy do śledztwa (sygn. 4341-1.Ds.678.2024).

    Tuszowanie tych przestępstw nie ujdzie mu na sucho. Oficjalne zażalenie i obszerne zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków i poplecznictwie (art. 231 i 239 k.k.) przez Zastępcę Prokuratora Rejonowego w Kluczborku trafia właśnie na biurko Rzecznika Dyscyplinarnego oraz do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej.

    Parasol ochronny nad brzeskim układem właśnie zaczyna przeciekać, a pan Pękacki dołączył do listy osób, które będą musiały się z tego gęsto tłumaczyć.

    ⬇️ DOWODY W SPRAWIE: ZOBACZ DOKUMENTY ⬇️

    Poniżej w galerii udostępniamy pełne zażalenie na skandaliczne postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa, które zostało oficjalnie skierowane do Sądu Rejonowego w Kluczborku. Zobaczcie sami, jak czarno na białym punktujemy urzędnicze tuszowanie przestępstw i pociągamy ich do odpowiedzialności.

    Nota prawna: Materiał opublikowany na podstawie art. 1 i art. 6 Prawa prasowego, w interesie społecznym. Opiera się na oficjalnych dokumentach urzędowych i stanowi element dozwolonej krytyki działań organów publicznych.
  • SĘDZIO, ODRZUĆ TO, BO BĘDZIEMY MIELI PRZ……E!” – CZYLI JAK BRZESKA PROKURATURA BŁAGA SĄD O OCHRONĘ

    Kiedy grunt pali się pod nogami, kończą się procedury, a zaczyna się ratowanie własnego tyłka. Dotarliśmy do oficjalnego pisma, w którym Prokuratura Rejonowa w Brzegu niemal na kolanach prosi lokalny Sąd, aby ten zignorował nasze zażalenie. Dlaczego? Bo przyjęcie go do wiadomości oznaczałoby ostateczną kompromitację brzeskiego układu.

    Sprawa dotyczy słynnego „skradzionego” Volkswagena Passata. W lipcu 2024 roku brzeska prokuratura skandalicznie umorzyła śledztwo przeciwko Marii L., która najpierw złożyła fałszywe doniesienie o kradzieży auta, a potem – jako rzekoma ofiara – próbowała ten sam dowód rzeczowy opchnąć na OLX.

    Jako obywatele walczący o sprawiedliwość, natychmiast złożyliśmy na to umorzenie twarde zażalenie do Sądu, punktując krok po kroku stronniczość i patologię prowadzących to postępowanie. I tu zaczyna się prawdziwy kabaret.

    Deska ratunku z 20 września

    Zgodnie z procedurą, prokuratura musi przekazać nasze zażalenie do Sądu. Robi to 20 września 2024 r. (pismo podpisane przez prokurator Monikę Chrzanowską-Deję). Ale urzędnicy wiedzą, że jeśli Sąd rzetelnie wczyta się w te akta, cała ich układanka runie. Więc co robią? Dołączają do akt rozpaczliwą „laurkę” do sędziego, w której czytamy:

    „Wnoszę o nie uwzględnienie złożonego środka odwoławczego”.

    W tłumaczeniu z prawniczego na polski brzmi to prosto: „Panie sędzio, prosimy zignorować te dowody i szybko to odrzucić, bo inaczej oboje będziemy mieli gigantyczny problem”.

    Kłamstwo w żywe oczy Sądu

    Największa bezczelność kryje się jednak w uzasadnieniu tego pisma. Brzeska prokuratura bezczelnie twierdzi, że nasze zażalenie to tylko „polemika” i zawiera „głównie bezpodstawne zarzuty co do bezstronności prowadzących postępowanie”.

    BEZPODSTAWNE? Przypomnijmy fakty! Dokładnie dwa tygodnie przed napisaniem tego pisma, 4 września 2024 r., Prokuratura Okręgowa w Opolu – na podstawie naszych dowodów – oficjalnie wszczęła śledztwo (Sygn. akt 4341-1.Ds.678.2024) przeciwko funkcjonariuszom z Brzegu oraz miejscowym prokuratorom, badając ich pod kątem działania w zorganizowanej grupie przestępczej!

    Więc jak prokurator Chrzanowska-Deja może pisać Sądowi w Brzegu, że nasze zarzuty o brak bezstronności są „bezpodstawne”, skoro jej własna jednostka jest w tym samym czasie rozpracowywana przez śledczych z wyższego szczebla dokładnie za te same nadużycia? To jest celowe, świadome wprowadzanie Sądu w błąd, byle tylko utrzymać w mocy wygodne dla układu umorzenie.

    Koniec braterskiej ochrony

    Ten dokument to ostateczny dowód na to, jak brzeskie organy ścigania wykorzystują swoje stanowiska nie do szukania prawdy, ale do obrony własnych błędów. Sędziowie z Brzegu dostają na biurko gotowce z „prośbą” o przyklepanie sprawy, żeby kolegom z sąsiedniego budynku nie stała się krzywda.

    Na szczęście, my mamy dokumenty, których nie da się spalić w niszczarce. Patrzymy wam na ręce. Czas układów właśnie dobiegł końca.

    Pełny skan prokuratorskiego „błagania” w naszej galerii dowodów poniżej.

    Nota prawna: Materiał opublikowany na podstawie art. 1 i art. 6 Prawa prasowego, w interesie społecznym. Opiera się na oficjalnych dokumentach urzędowych i stanowi element dozwolonej krytyki działań organów publicznych.
  • Wyprzedaż w brzeskim sądzie: Wyrok za 500 zł, żeby ukręcić łeb sprawie! Jak zabetonowany układ ratuje twarz po prawie 2,5 roku nękania obywatela.

    Wyobraź sobie, że państwo ściga cię przez ponad dwa lata, robi z ciebie złodzieja, a na koniec proponuje ci układ: „Dobra, daj nam 500 zł i zapominamy o sprawie”. Brzmi jak tani żart? W Sądzie Rejonowym w Brzegu to oficjalna procedura. Przedstawiamy dowody na to, jak prokuratura bez dowodów i sąd wydający wyroki zza biurka próbują złamać obywatela, ratując własną skórę.​14 miesięcy szukania wiatru w poluZaczęło się od absurdalnego oskarżenia o przywłaszczenie współwłasnego auta. Śledztwo trafiło do Prokuratury Rejonowej w Prudniku. Tam śledczy maglowali temat przez 14 długich miesięcy. Zaglądali w każdy kąt i doszli do jedynego słusznego wniosku: brak dowodów. Sprawa przeciwko Waldemarowi S. została słusznie umorzona. I na tym sprawiedliwość powinna się zakończyć.​Jednak wtedy do gry wkroczyła zdesperowana pseudo-pokrzywdzona, Maria L., która złożyła zażalenie. I tu dzieje się magia brzeskiego układu. Zabetonowany Sąd w Brzegu wywarł nacisk na prokuratora Przemysława Powirskiego z Prudnika. Efekt? Ten sam prokurator, który wcześniej nie widział podstaw do oskarżenia, nagle – nie mając absolutnie żadnych nowych, obiektywnych dowodów – staje na baczność i pisze akt oskarżenia.​Prokurator bawi się w sędziego cywilnegoZanim sprawa w ogóle trafiła na wokandę, prokurator Powirski dokonał kolejnego bezprawnego cudu. Wkroczył w kompetencje sądu cywilnego i samowolnie zwolnił zastaw – czyli oddał sporne mienie (samochód) zawiadamiającej. Zrobił to, by maksymalnie dopiec oskarżonemu i ułatwić życie rzekomej ofierze, całkowicie depcząc zasady bezstronności.​Wyrok w 3 tygodnie i „promocja” na sprawiedliwośćKiedy naciągany akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Brzegu (II Wydział Karny), machina ruszyła z niespotykaną prędkością. Sprawę zarejestrowano pod sygnaturą II K 137/26. W zaledwie trzy tygodnie Sędzia SSR Iwona Twardzik wydała wyrok nakazowy – bez przeprowadzania normalnej rozprawy i bez udziału stron. Dnia 1 czerwca 2026 roku Waldemar S. został uznany za winnego przestępstwa z art. 284 § 2 kk (przywłaszczenie powierzonego samochodu VW Passat na szkodę Marii Litwin). Sąd wspaniałomyślnie uznał to za „wypadek mniejszej wagi”.​I tu dochodzimy do największego kabaretu. Jaka kara spotkała rzekomego złodzieja samochodu wartego 25 tysięcy złotych? Sąd wlepił mu grzywnę w wysokości 50 stawek dziennych po 10 złotych każda, czyli łącznie… 500 zł. Do tego dorzucono zwrot kosztów dla pełnomocnika oskarżycielki w kwocie 1260 zł oraz ułamek z tytułu wydatków sądowych wynoszący zaledwie 336 zł.​Prawie 2,5 roku cyrku, 30 urzędników i jawna kpinaZastanówmy się nad tym przez chwilę. Od rzekomego czynu z 17 lutego 2024 roku minęło już prawie 2,5 roku. Przez ten czas w pogoń za jednym obywatelem zaangażowano potężną machinę państwową: dziesiątki policjantów, śledczych i sędziów. W sumie pewnie z 30 osób na państwowych posadach ścigało go, marnując czas, przepalając publiczne pieniądze i fabrykując po drodze dowody.​Efekt? Minęło 2,5 roku i wracamy do punktu wyjścia. Nie ustalono w tej sprawie absolutnie niczego, poza listą przestępstw popełnionych przez samych funkcjonariuszy układu. Właściwa rozprawa sądowa dopiero się zaczyna, a państwo polskie za cały ten 30-miesięczny cyrk z udziałem całego aparatu przymusu wylicza koszty sądowe na marne 336 złotych. To nie jest proces karny – to jest jawna kpina.​Strategia układu: „Zapłać i daj nam spokój”Dlaczego sąd wymierzył tak śmiesznie niską karę w rzekomo poważnej sprawie karnej? To klasyczna policyjno-prokuratorska zagrywka z cyklu „ukręcamy łeb sprawie”.Sędzia i prokurator doskonale wiedzą, że dowody w tej sprawie nie istnieją. Wydali więc wyrok w trybie nakazowym z minimalną karą finansową, licząc na psychologię. Mieli nadzieję, że oskarżony pomyśli: „To tylko 500 zł, zapłacę, żeby mieć święty spokój i nie ciągać się latami po sądach”.​Gdyby obywatel pękł i zapłacił, układ w Brzegu ogłosiłby wielki sukces. Wyrok stałby się prawomocny, prokurator miałby statystykę, pseudo-pokrzywdzona miałaby satysfakcję, a policjanci fabrykujący notatki dostaliby alibi na swoje wcześniejsze, bezprawne działania.​Nowa misja: obnażyć to moralne bagnoUkład jednak przeliczył się i to bardzo. Waldemar S. nie dał się kupić „wyrokiem z promocji” za 500 złotych. Do sądu wpłynął już oficjalny sprzeciw od wyroku nakazowego, co oznacza, że ten papierowy wyrok wylądował w koszu, a cała sprawa ostatecznie trafi na jawną rozprawę.​Jak relacjonuje nam sam oskarżony, ta absurdalna nagonka przyniosła jeden nieoczekiwany skutek: zgłębianie kruczków prawnych i obnażanie patologii systemu stało się jego nową, realizowaną po godzinach pracy pasją. Waldemar S. postanowił udowodnić krok po kroku, z jak gigantycznym chaosem organizacyjnym i moralnym bagnem w polskim wymiarze sprawiedliwości mamy do czynienia. Zdemaskowanie urzędników bez krzty honoru, noszących togi i mundury dla własnych, prywatnych korzyści, stało się jego życiową misją.​Teraz prokuratorzy i sędziowie będą musieli spojrzeć obywatelowi w oczy na sali sądowej i wytłumaczyć się ze swoich decyzji. Skończyło się chowanie za biurkiem. Monitor Praworządności będzie relacjonował ten proces krok po kroku.

    Nota prawna: Materiał opublikowany na podstawie art. 1 i art. 6 Prawa prasowego, w interesie społecznym. Opiera się na oficjalnych dokumentach urzędowych i stanowi element dozwolonej krytyki działań organów publicznych.
  • UKŁAD ZAMKNIĘTY: BRZEG I OPOLE. Zmasowane naloty, kreowanie dowodów pod Sąd i prokuratorski parasol ochronny

    Wyobraź sobie sytuację: ktoś próbuje wyłudzić od Ciebie pieniądze. Kiedy odmawiasz, z zemsty idzie na policję i zgłasza, że ukradłeś mu samochód. Pokazujesz twarde dowody, nagrania i umowy, że to bzdura. Myślisz, że policja wyrzuci oszusta za drzwi? Błąd. W Brzegu policja i prokuratura z radością przyjmą ten fałszywy donos, sfabrykują dowody, zastawią na Ciebie pułapkę i wyślą o 6 rano oddział, żeby przeszukał Ci dom. A na koniec? Na koniec system umorzy sprawę, kryjąc swoich ludzi.

    Oto jak w praktyce działa zblatowany układ organów ścigania, który postanowiliśmy rozerwać na strzępy.

    Krok 1: Szantaż, z którego zrobiono „kradzież”

    Żeby zrozumieć ten cyrk, trzeba zacząć od początku. Rzekoma „pokrzywdzona”, Maria L., wprost szantażowała obywatela. Mamy na to twarde dowody z komunikatora Messenger. Kobieta pisała: „kredyty które zaciągnęłam (…) są dla ciebie do spłacenia, jeżeli tego nie zrobisz jeszcze dziś zgłaszam kradzież samochodu”.

    Szantaż nie zadziałał, więc kobieta spełniła groźbę. Poszła na Komendę Powiatową Policji w Brzegu i zgłosiła kradzież. Co jest najśmieszniejsze? Miesiąc po zgłoszeniu na komendzie rzekomej kradzieży, ta sama „pokrzywdzona” wypisywała żądania, aby… dostarczyć jej umowę kupna-sprzedaży tego „skradzionego” wozu, bo bała się kary z ubezpieczalni!

    Zwykły policjant po przeczytaniu czegoś takiego wyrzuciłby sprawę do kosza i postawił kobiecie zarzuty. Ale nie w Brzegu. Tutaj machina ruszyła przeciwko niewinnemu człowiekowi.

    Krok 2: Perfidna pułapka z CEPIK-iem

    To, co zrobiła policjantka prowadząca sprawę, asp. Marta Krancik, to podręcznikowy przykład urzędniczej podłości i działania pod z góry ustaloną tezę.

    Tłumaczymy, jak działa system: Kiedy ktokolwiek zgłasza na policji kradzież lub przywłaszczenie auta, w urzędowym systemie CEPIK automatycznie pojawia się blokada. Nikt nie może takiego auta przerejestrować.

    Jak zachowała się policja? Podczas przesłuchania, policjantka celowo i z premedytacją instruowała obywatela, usypiając jego czujność, że „wcale nie musi od razu przerejestrowywać auta”. Obywatel – nieświadomy podstępu – tego nie zrobił. Następnie ta sama policja zagląda do systemu CEPIK i w triumfalnej notatce stwierdza: Aha! Auto nie jest przerejestrowane! Maria L. nadal widnieje jako właścicielka! To dowód, że on jest złodziejem!

    Rozumiecie ten absurd? Najpierw sami blokują auto z powodu fałszywego donosu, potem instruują człowieka, żeby go nie przerejestrowywał, a na końcu używają tego zablokowanego systemu jako „twardego dowodu” jego winy. To jawna, zaplanowana pułapka.

    Krok 3: Fałszowanie dokumentów i kłamstwa Prokuratora

    Kiedy obywatel, mimo policyjnych pułapek, przynosi autentyczne umowy sprzedaży, układ zaczyna fałszować rzeczywistość.

    • Zamiast spisać rzetelny protokół z przesłuchania (czego bezwzględnie wymaga prawo), policjantka pisze sobie prywatną „notatkę urzędową”. Zmyśla w niej słowa, które nigdy nie padły, żeby ulepić z obywatela przestępcę. (Mamy pełne nagranie audio z tego pokoju, które obala każde słowo z tej notatki).
    • Gdy sprawa trafia wyżej, do akcji wkracza prokurator Łukasz Marciniak. Zamiast sprawdzić dokumenty, wysyła oficjalne pismo do Sądu Rejonowego, w którym bezczelnie kłamie, że obywatel jest „najprawdopodobniej kolejnym fikcyjnym nabywcą”. Na jakiej podstawie? Na podstawie zwykłej plotki od szantażystki!

    Dla prokuratora z Brzegu kłamstwa skonfliktowanej kobiety okazały się ważniejsze niż pieczątki notariusza i legalne umowy.

    Krok 4: Własne śledztwo, czyli „byłam jak aniołek”

    Obywatel, mając dość tego nękania, idzie ze skargą i nagraniami prosto do Komendanta Powiatowego Policji, insp. Michała Karońskiego. I tu widzimy, jak działa „wewnętrzna kontrola”.

    Komendant wzywa policjantkę i pyta: – Słuchaj, Marta, popełniłaś jakieś przestępstwo? Zastraszałaś go?. Na co funkcjonariuszka odpowiada: – Ależ skąd, szefie, byłam grzeczna jak aniołek!. Sprawa zamknięta. Słowo policjantki staje się świętością, skarga obywatela ląduje w niszczarce, a dowody są ignorowane.

    Krok 5: Zmasowany nalot i upadek układu

    Prokuratura, widząc, że teza o kradzieży się sypie, wpada w szał. O 6:00 rano zmasowane siły policji robią wjazdy na posesje braci S. Po co? Żeby desperacko znaleźć oryginał umowy, który rozbijał całe ich śledztwo w pył.

    Jak to się kończy? Wiosną 2025 roku Prokuratura ostatecznie kapituluje i umarza sprawę przeciwko obywatelowi z braku jakichkolwiek dowodów. Jednak sprawiedliwości tu nie ma – machina dba o swoich i natychmiast umarza również śledztwo przeciwko funkcjonariuszom z Brzegu.

    Niewinnego człowieka maglowano miesiącami. Fałszowano notatki, zastawiano urzędowe pułapki i kłamano przed Sądem. I nikt nie poniósł za to kary.

    Na portalu Monitor Praworządności nie ma miejsca na litość dla patologii. Poniżej publikujemy autentyczne zrzuty ekranu, fałszywe notatki i pisma prokuratorskie. Czytajcie, patrzcie na ręce i wyciągnijcie własne wnioski.